W PRYWATNEJ PRACOWNI POMOCY GetSober24 otrzyma wsparcie i pomoc każdy, kto pragnie wyjść z uzależnienia. Korzystając z pomocy GetSober24 nie figurujesz w żadnej bazie danych osób uzależnionych.

Sięgam pamięcią najdalej, jak mogę. Szukam we wspomnieniach. Zaczynam wyświetlać film nakręcony z moich lęków dzieciństwa. Stanął mi przed oczyma taki obraz:

Po pogrzebie babci. Przypominam sobie ciemny pokój. Kazali mi spać.

W obcym domu, gdzie nigdy przedtem nie byłam. Pośrodku stoi „ktoś”. Równie ciemny i mroczny jak wszystko wokół. Stoi i gapi się na mnie. Nie porusza się, tylko się gapi. Mówili dorośli o tym, że duchy potrafią przychodzić. Że jak będę niegrzeczna, to taki przyjdzie kiedyś po mnie i zabierze „bóg wie gdzie”. No tak. Pomyślałam, że to teraz, że właśnie przyszło to coś po mnie. Bo ja babcię widziałam może 3 razy. Nawet nie pamiętałam, czy potrafiła uśmiechać się. I wcale na tym pogrzebie nie płakałam. A nawet nuciłam pod nosem jakąś dziecinną pioseneczkę, bo nudy były na tym pogrzebie. Nikt nic nie mówił. Nic nie opowiadał, nie pytał się mnie o nic. Tylko szli za tą trumną i szli. Nawet dorośli zbyt mocno nie płakali. A przecież nie umarła staro – nie miała 60. lat. Pomyślałam… „No to pewnie przyszła po mnie”. Za karę! Że taka niegrzeczna byłam i nie płakałam, tylko śpiewałam. Naciągnęłam na głowę kołdrę i siedziałam cichutko. Pomyślałam, że być może nie zauważy mnie i pójdzie po moich kuzynów, którzy spali na sąsiednim łóżku. Umęczona lękiem i drżeniem całego ciała zasnęłam. Rankiem pośrodku pokoju zobaczyłam krzesło, a na nim mnóstwo odzieży – jakieś swetry, płaszcze, kurtki – rzeczy żałobników, które nie zmieściły się na wieszakach. Wcale nie śmiałam się, ani nie poczułam ulgi. Lęk został. Nikt nie przytulił, nie dodał otuchy. Miałam wtedy 9 lat.

Przypominam sobie dziś, że właściwie przez całe moje dorastanie byłam straszona rozmaitymi „dziadami”, „Babami Jagami”, poprawczakami, domami dziecka, ludzkim śmiechem i tym „co ludzie powiedzą”. A ja wierzyłam i bałam się. Bo jak nie wierzyć rodzicom? Skoro nie wierzyć rodzicom, to komu? Komu ufać? No to i „dopracowałam się leków”, których nie potrafiłam ujarzmić.

Mój lęk zawsze odgradzał mnie od ludzi. Nazywano to nadmierną wrażliwością. Czasami ktoś powiedział, że jestem chorobliwie nieśmiała. Nawet za paczkę z łakociami od Św. Mikołaja nie powiedziałam publicznie wierszyka, mimo że znałam ich całe mnóstwo i potrafiłam pięknie recytować. Bałam się szyderstwa, wyśmiania. Mówili potem o mnie „złośnica”! Swój lęk przed ludźmi kryłam za nienawiścią i złością. Gdy atakowałam, walczyłam, to lęk schodził na drugi plan. Właściwie prawie znikał. Pojawiał się razem z widmem konsekwencji. A potem? Potem znalazłam lekarstwo na całe zło, które dopadało moją duszę, moje myśli, moje uczucia. Alkohol. Dawał ulgę. Totalną ulgę. Po nim już niczego nie bałam się. Tylko że działał krótko. Za krótko. I znów wracały lęki, strachy. Całymi stadami! Już nie tylko były w środku, ale również szarpały moje ciało – drżenie, poty, czerwienienie, napięcia. I znów „lekarstwo” – by szybciej poczuć zbawienną ulgę. Coraz więcej i więcej tego lekarstwa. Aż w końcu i ono przestało działać.

Co robić? Lęk przed obcymi, przed ludźmi paraliżował mięśnie i myśli. Podjęłam olbrzymi wysiłek. Niewyobrażalny wtedy dla mnie. Poszłam do ludzi i poprosiłam o pomoc. Udało się. Nauczyłam się oswajać swoje lęki. Czasami nawet z nich korzystam. Pomagają nie wchodzić w niebezpieczne sytuacje. Chronią mnie. Dziś już nie używam alkoholu do pokonywania ich. Mam w rękach narzędzia. Obok siebie przyjaciół. Nie jestem sama. Gdy bardzo się boję, przytulą, dodadzą otuchy. Muszę jednak spełnić jeden warunek – nie pić, a o lęku mówić. Wtedy pomoc przychodzi. 

BB.

©2016, GetSober24