W PRYWATNEJ PRACOWNI POMOCY GetSober24 otrzyma wsparcie i pomoc każdy, kto pragnie wyjść z uzależnienia. Korzystając z pomocy GetSober24 nie figurujesz w żadnej bazie danych osób uzależnionych.

Jestem żoną alkoholika

Męża poznałam w szkole podstawowej. Chodziliśmy do jednej klasy. Zakochaliśmy się w sobie już jako dzieci. Pobraliśmy się jeszcze na studiach. Mieliśmy po 22 lata. Bardzo się kochaliśmy się. Bardzo. W trakcie studiów finansowo pomagali nam rodzice. Wkrótce przyszły na świat dziewczynki i było nam jeszcze ciężej, bo to studia i dzieci rok po rok.

W tej chwili obie córki mieszkają z nami mimo, że mają po 20 i 21 lat. Mieszkamy we własnym, dużym i wygodnym domu z ogrodem. Nie pracujemy w wyuczonych zawodach – mąż jest inżynierem budownictwa, ja skończyłam studia administracyjne. Prowadzimy własną firmę handlową.

Mąż właściwie popijał zawsze. Szczególnie zaraz po skończeniu studiów. Raz więcej, raz mniej. Potem częściej i więcej. Czasami upijał się tak, że był nieprzytomny kilka dni. Ale przecież wszyscy piją, a mężczyźni szczególnie. Jak udał mu się jakiś interes, to wtedy pił dużo, bardzo dużo. Przez około 10 lat mąż zaczął upijać się często, mocno, do nieprzytomności. Robił awantury, gdy nie było alkoholu w domu i obwiniał mnie o to.

Starałam się więc, by zawsze w domu było tyle alkoholu, aby tylko on był spokojny. Awanturował się, gdy nie spał. Albo spał i był nieprzytomny. Cały dom i interes (hurtownia) jest na mojej głowie. Córki pewnego dnia usiadły w salonie obie przede mną i powiedziały, że „mam coś zrobić z ojcem, bo one mają dość awantur i jego picia. Wstydzą się za rodziców i boją równocześnie, że dojdzie do czegoś gorszego”. Właściwie nakazały mi z kimś porozmawiać i zacząć to zmieniać pod groźbą, że wyprowadzą się z domu i zostawią mnie z pijącym ojcem samą.

Nie chcę zostać sama w dużym domu - pomyślałam. Ale to nie było i nie jest najgorsze. Sama to ja już dawno byłam. Zostawił mnie samą ze wszystkim. Gdy mąż jest trzeźwy, decyzje w sprawie firmy podejmujemy razem. Gdy on pije – ja muszę wszystkim zajmować się sama: firmą, domem i pijanym mężem. Andrzej nigdy nie przejawiał chęci do prac tzw. domowych czy wcześniej do opieki i czynnego wychowywania córek. Tymi sprawami zajmowałam się również sama. Gdy cokolwiek zrobił lub załatwił dla domu, oczekiwał zawsze pochwał. W tych oczekiwaniach był i jest wspierany przez swoją matkę, która uważa, że mężowi należy się szacunek i uznanie; gdy skarżę się do teściowej na temat picia męża ona reaguje ze złością i kwituje słowami: „Lepiej mieć w domu pijaka, niż żadnego, a Andrzejek jest wykształconym i zaradnym człowiekiem. Czego więcej ci trzeba? Jak zwykle przesadzasz!” – mówi.

Myślałam do tej pory, że skoro nasza sytuacja materialna jest bardzo dobra, to nasza rodzina nie ma problemu. Na spotkania rodzinne i towarzyskie wychodzimy co prawda rzadko, bo mąż przeważnie upija się, a ja zawsze bardzo wstydzę się tego. Teraz to nawet nie pamiętam, kiedy byliśmy ostatnio u rodziny czy znajomych – albo się upije i wstyd, albo robi „polityczne” awantury i też wstyd. Andrzej gdy nie pije, jest bardzo dobry dla mnie. Chodzimy razem na spacery, do kościoła. A dla mnie jest religia bardzo ważna. Kościół i wiara w Boga pozwala mi wytrwać te gorsze chwile, gdy on zaczyna pić. Ale ostatnio to już nawet modlitwa mi nie pomaga.

Przypominam sobie czasy, gdy byłam małą dziewczynką. W mojej rodzinie nigdy nikt nie upijał się. Alkohol używany był na wielkie okazje. Moi rodzice są w tej chwili na emeryturze. Żyją spokojnie. Nie narzekają na zdrowie. Widzę, że czasem są bardzo zmęczeni i smutni. Mój młodszy o 5 lat brat wyjechał za granicę – tam mieszka, pracuje i założył rodzinę. Mimo to wspieramy się wzajemne w trudnych sytuacjach, tak jak np. gdy oboje studiowaliśmy, moi rodzice pomagali nam w utrzymaniu jak również w opiece nad małymi córkami. Moi rodzice zawsze mi mówili, że „RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA! Będziemy trzymać się razem, to nic nam się nie stanie, przetrwamy każdy kataklizm”. Równie ważne w mojej rodzinie było to, że swoje problemy rozwiązywaliśmy zawsze sami. Nie rozmawialiśmy z osobami postronnych o problemach rodzinnych, ani nigdy nie prosiliśmy o pomoc. „Głową rodziny” zawsze był ojciec i mocno trzymał w domu dyscyplinę. Każdy w naszej rodzinie miał wyznaczone przez niego role i zadania. Matka, ja i brat zawsze wiedzieliśmy, co mamy robić i za co jesteśmy odpowiedzialni. Czasem myślałam o ojcu, że to taki „kierownik całości”. „Mój ojciec, to mężczyzna odpowiedzialny za rodzinę i o silnej osobowości. Taki powinien być każdy mąż” - marzyłam.

A mój mąż? Mój mąż pije. Ja muszę zajmować się wszystkim. Sprawdzam, czy na spotkania z klientami nie idzie z butelką alkoholu. Zaglądam mu do torby z dokumentami, sprawdzam bagażnik samochodu. Wiem, że jak będzie chciał, to kupi alkohol po drodze. I najczęściej to robi. Ale ja myślę, że go uchronię przed kolejnym upiciem się i wstydem. Czasem wolę by napił się w domu i nigdzie nie wychodził, bo… wstyd zostanie tu, na miejscu. Nikt nie będzie widział.

Ciągle myślę, że jak będę dobrą, najlepszą żoną, to on przestanie pić lub przynajmniej będzie pił mniej. Więc sprzątam, pucuję wszystko by było czyściutko. Piorę prasuję, by miał przygotowaną zawsze odzież. Gdy po wielodniowym piciu on „umiera”, ja załatwiam lekarzy, odtrucia i troszczę się o niego. Czasami tylko mówię: „Mam dość! Chcę odejść! Umrzeć!” Ale zostaje. I znów patrzę jak mój kochany Andrzej niszczy siebie. Nas. Już nie pamiętam, kiedy czytałam książkę, kiedy widziałam się z moją przyjaciółką, kiedy byłam w kinie czy w filharmonii. A tak bardzo to kiedyś kochałam. Już nawet bratu nie mówię, co się w moim domu dzieje. Gdy dzwoni odpowiadam: Jestem szczęśliwa!”. A potem… płaczę całą noc.

A Andrzej?... Nigdy mnie nie pochwalił i nigdy dla niego nie byłam zbyt dobra. Z córkami, gdy były małe nigdy nie bawił się i nie zajmował się nimi. Twierdził, że zajmowanie się córkami należy do matki. Gdyby miał syna, to co innego. Wtedy mógłby zajmować się nim. Teraz, gdy są dorosłe, mówi, że „są takie jak matka, rozpłakane i nie będzie z nimi rozmawiał”.

Czuję się jak Kopciuszek, ale bez księcia, który ma mnie odnaleźć, bo mój książę jest ciągle pijany. Czasem myślę, że jestem nie tylko złym człowiekiem, żoną, ale również matką. Chociaż moje córki, to młode dobrze wychowane kobiety, dobrze uczące się, osiągające sukcesy, jednak uważam, że to ja powinnam je chronić, a tym czasem to one kazały mi tu przyjść, jakby to one przejęły nade mną opiekę. Stały się moimi matkami. A ja...? Ja jestem żoną alkoholika.

©2016, GetSober24